Kolejny mecz za nami. Kolejne, mimo wszystko, stracone punkty. Kolejny niedosyt. No dobrze, ale wszystko po kolei.
Mecz z All Stars’ami, zaplanowany na 27 września, odbył się ostatecznie z powodu braków kadrowych dzień później o godzinie 17:20. Pogoda, jak to Polsce, nie rozpieszcza grajków o tej porze roku, więc trzeba było się dobrze poruszać przed pierwszym gwizdkiem, aby mięśnie mogły być w pełnej gotowości. Pogórze wyszło w następującym składzie:
Bergan – Guma, Raul, Bąbel, Barzoch – Jaro, Biechu, Mario, Mietek – Nuno, Radzisz.
Już w pierwszej minucie spotkania Pogórze doszło do korzystnej sytuacji. Przy odrobinie szczęścia dwójkowa akcja Radzisz-Nuno mogła zakończyć się golem tego drugiego. Potem był jeszcze groźny strzał Biecha z rzutu wolnego, ale skoczny bramkarz gospodarzy wybił piłkę na rzut rożny. Kilkanaście następnych minut to zdecydowana walka w środku pola, akcje jednych, jak i drugich. Brakowało jednak dokładności w ostatnich podaniach, a tym samym klarownych sytuacji pod bramkami. Gra zapewne toczyłaby się w takim tempie jeszcze sporo czasu, gdyby nie strzał z potocznego ‘czuba’ zawodnika drużyny All Stars. Piłka, tradycyjnie w tym meczu, wędrowała przed polem karnym Bergana, ale wystarczyło kilka sekund nieuwagi, by doświadczony zawodnik naszych przeciwników uderzył w dość nietypowy sposób. Piłka dostała rotacji i wpadła do bramki bezradnego w tym przypadku bramkarza. Gdyby uderzenie było ‘typowym’: z podbicia, z zewnętrznej stopy itp. z pewnością byłoby do wyłapania, ale takie niekonwencjonalne strzały są zdecydowanie trudne do wybronienia. Po stracie gola nasza gra zdecydowanie siadła. All Stars’i przejęli inicjatywę, czego skutkiem były kolejne groźne sytuacje. Jedna z nich zakończyła się rzutem karnym słusznie podyktowanym za zagranie piłki ręką przez Gumcziego. Na szczęście po kilku chwilach mogliśmy odetchnąć z ulgą, bo obrońca All Stars’ów trafił w poprzeczkę. Do końca pierwszej połowy nasza gra się nie zmieniła. To samo dotyczyło wyniku.
Drugą połowę rozpoczęliśmy z jedna zmianą. Za Jarka wszedł Grzesiek, który następnie zamienił się pozycjami z Barzochem. Obraz gry przypominał ten, sprzed straty bramki. Dalej drużyny transportowały piłkę z jednego pola karnego pod drugie. Tym razem to jedna z naszych akcji zakończyła się sukcesem. W zamieszaniu podbramkowym sprytem wykazał się Barzoch i był już remis. Im bardziej zbliżał się koniec meczu, tym gra stawała się ostrzejsza. Nerwy też puszczały, często nie bez powodu. Wiadomo, że z naszej strony wygląda to tak, a ze strony All Stars’ów odwrotnie, ale nie można gwizdać każdej podniesionej nogi, każdego wślizgu, reagując do tego na większość krzyków. W trakcie drugiej połowy na boisko weszli kolejno Jurko (Grzelczi) i Pele (Barzoch). Końcówka meczu przyniosła wiele emocji. Z naszej strony skończyło się na dwóch żółtych kartkach: Raul i Jurko. Ostanie minuty były bardzo ciekawe. Obie drużyny opadły trochę z sił, dzięki czemu zwolniło się trochę miejsca na boisku. Kilka prostopadłych piłek do Pelego, kontrowersyjny rzut wolny na Raulu (można było się doszukać karnego), kilka rzutów rożnych. To wszystko spotkało się z odpowiedzią gospodarzy, którzy umiejętnie kontrowali, a po jednym z kornerów trafili piłką w poprzeczkę. Jednak, do końca meczu rezultat nie uległ zmianie i drużyny musiały podzielić się punktami. All Stars-1, Pogórze-1.
Dla formalności, spotkanie kończyliśmy w ustawieniu:
Bergan – Guma, Bąbel, Raul, Grześ – Jurko, Biechu, Radzisz, Mietek – Mario, Pele.
Tak, jak na wstępie napisałem, szkoda kolejnych straconych punktów. Po remisie z Babilonem, teraz remis z All Starsami. Z drugiej strony to może aż dwa remisy. Równie dobrze mogliśmy oba spotkania minimalnie przegrać. Biorąc pod uwagę nasze aspirację, a nie będę ukrywał, że walczymy o ‘majstra’, dwa punkty zamiast sześciu w wyrównanych meczach, mimo wszystko bolą i zostawiają niedosyt.
Trudno to pisać, ale szwankuje gra ofensywna. Bez znaczenia, czy kontratak, czy atak pozycyjny. Po prostu nie strzelamy goli, albo strzelamy ich za mało. Mamy ich najmniej z wszystkich uczestników pierwszej ligi. Musimy coś z tym zrobić.
Za tydzień pojedynek z tamtejszymi, czyli z Zagórzakiem, czy jak kto woli z dawną Szmeltą. Nie będę oryginalny, jak powiem, że liczy się tylko zwycięstwo. Do trzech razy sztuka. Teraz musi się udać.